Brexit dokonał się przez hasło o 350 milionach funtów tygodniowo, które Wyspiarze wydają niepotrzebnie na Unię Europejską. Zamiast wpłacać je na służbę zdrowia. Był to jeden z najważniejszych tematów w całej kampanii referendalnej. Tylko czy opuszczenie europejskich struktur rzeczywiście poprawi sytuację w brytyjskiej służbie zdrowia (NHS)?

Z obietnicy, już dzień po wyborach, wycofał się jeden z liderów eurosceptycznego obozu, współodpowiedzialny za Brexit, Nigel Farage.

– Nie mogę tego zagwarantować. Nigdy bym tego nie obiecał. To jeden z błędów kampanii dotyczącej wystąpienia z Unii – odpowiedział zaskoczonej deklaracją dziennikarce telewizji ITV na pytanie, czy Brexit oznacza więcej pieniędzy na NHS.

Zwolennicy Brexitu w swoich wyliczeniach „zapomnieli” wziąć pod uwagę korzyści, które wynikały z uczestnictwa Wielkiej Brytanii w UE. Jak pokazuje rzeczywistość, zamiast wzrostu świadczeń na służbę zdrowia, w najbliższych latach należy się raczej spodziewać ich zmniejszenia. Wszystko za sprawą osłabienia gospodarki i mniejszych wpływów do budżetu. Gertjan Vlieghe z Banku Anglii wyliczył, że od czasu referendum brytyjska gospodarka spowolniła o 2%. W efekcie czego tygodniowo traci średnio ok. 800 mln funtów.

Nic nie wskazuje na to, że będzie lepiej. Eksperci przygotowali dwa warianty dziury budżetowej w latach 2030/31. Jeżeli Wielka Brytania pozostanie we wspólnej strefie ekonomicznej z Unią Europejską, w kasie NHS zabraknie „tylko” 19 miliardów. Jeśli Londyn nie będzie miał wyjątkowego statusu w relacjach z UE, a obecna sytuacja polityczna raczej na to wskazuje, dziura urośnie do 28 miliardów.

Badania i rozwój

Wyjście z Unii Europejskiej spowolni proces opracowywania nowych leków. Pieniądze z Londynu stanowiły 11 procent unijnego budżetu na badania farmaceutyczne, ale w zamian Brytyjczycy wydawali 16 procent zebranej przez wszystkie państwa kwoty.

To Wyspy jak dotąd były największym beneficjentem tego systemu, a do niedawna w Londynie mieściła się Europejska Agencja Leków, która przeniesiona została do Amsterdamu. Eksperci są przekonani, że w ślad za tą ważną instytucją koncerny farmaceutyczne „wybiorą Brexit” i opuszczą Wyspy.

Swoboda przemieszczania się, która jest jednym z głównych unijnych praw powodowała, że na brytyjskich uniwersytetach zaczęli pracować najzdolniejsi naukowcy z całej Europy. Mogli tutaj liczyć na najlepsze warunki finansowe, ale nie musieli zrywać kontaktów ze swoimi macierzystymi uczelniami. Brexit spowoduje, że współpraca transgraniczna będzie utrudniona, a Niemcy czy Francuzi chętniej nawiążą współpracę z instytutami badawczymi znajdującymi się na kontynencie.

Walka z epidemiami i lobbing

Przez ostatnie kilkadziesiąt lat wiele istotnych problemów rozwiązuje się na szczeblu europejskim. Europejskie Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób z siedzibą w Sztokholmie koordynuje działania w zwalczaniu epidemii takich jak SARS, H5N1, HIV/AIDS, czy grypa. Wielka Brytania będzie musiała sobie radzić z walką z wymienionymi chorobami w pojedynkę.

Dla przeciętnego gospodarstwa domowego w Wielkiej Brytanii niebagatelny wpływ na codzienne życie będzie miało rozluźnienie norm dotyczących żywności. Za czym lobbują wielkie koncerny i co było zapowiadane w kampanii referendalnej. Unijne przepisy są w tej kwestii dość rygorystyczne, na co skarżą się producenci. Gdy przepisy zostaną zliberalizowane, powody do zmartwień zaczną mieć konsumenci. Publicysta „Guardiana” podaje przykład drobiu. Największe supermarkety sprzedają kurczaki skażone groźnymi bakteriami. Dotyczy to ponad 70 procent asortymentu. Wraz ze złagodzeniem norm podobne problemy obejmą inne produkty spożywcze.

Rynek pracy w UK / Brexit Wiadomości

Jedną z największych bolączek NHS jest brak rąk do pracy. Kilka tygodni po referendum media na Wyspach obiegło zdjęcie załogi ze szpitala uniwersyteckiego z Homerton. Siedmioosobowy zespół składa się z trzech Hiszpanów, Greka, Irlandczyka i Niemca. Jedyny Brytyjczyk z personelu medycznego również nie urodził się na Wyspach, a na terenie Pakistanu.

Według różnych szacunków od 10 do 20 procent wszystkich lekarzy i pielęgniarek pochodzi z państw Unii Europejskiej. Nawet jeżeli część z nich pozostanie w swojej dotychczasowej pracy, nie rozwiąże to problemu nowych rekrutacji. A w najbliższych latach liczba personelu medycznego powinna się znacznie zwiększyć. Dane demograficzne są jednoznaczne – przybywa ludzi powyżej 85. roku życia, którzy potrzebują stałej, wykwalifikowanej opieki.

Niestety, zamiast przybywać, personelu medycznego ubywa. Liczba samych pielęgniarek i położnych, pochodzących z Unii i pracujących w UK w ciągu ostatnich dwóch lat zmniejszyła się o prawie 5 tys. Wciąż brakuje jednoznacznych informacji na temat warunków ich pracy po wyjściu z Unii.

Osobne ubezpieczenia

Niejasna jest również sytuacja Brytyjczyków, którzy mieszkają w Unii Europejskiej. Jako pierwsza na problem zwróciła uwagę Hiszpania. Deklarując, że gdy Brexit stanie się faktem, ponad 800 tysięcy Brytyjczyków będzie musiało płacić za służbę zdrowia. Problem dotyczy głównie licznych emerytów, którzy cieszą się słońcem w kurortach nad Morzem Śródziemnym. Nie płacą oni składek w miejscu zamieszkania, ponieważ są ubezpieczeni na Wyspach.

Podobne problemy mogą mieć Polacy pracujący w UK, którzy chętnie leczą się nad Wisłą. Obecnie brytyjskie ubezpieczenie wystarczy do otrzymania bezpłatnych świadczeń od NFZ. W latach 2013-2015 otrzymali oni świadczenia medyczne na łączną sumę 25 milionów złotych. Gdy Wielka Brytania znajdzie się poza Unią, będą musieli pokrywać koszty leczenia w Polsce. Wszystko bowiem wskazuje na to, że w przypadku twardego Brexitu, karta EKUZ stanie się przeszłością dla osób, które pracują i opłacają składki w UK.